Wygląda na droższy – Jaecoo 5

Jaecoo 5 wprowadza w błąd, bo wygląda na droższy niż jest. Jeśli zawsze marzyłeś o Range Roverze to możesz teraz mieć go za ułamek ceny. O ile nie przeszkadza ci znaczek.

Zupełnie nie obrażam się na koncern Chery za to nawiązanie stylistyczne. Range Rover Evoque to ładne auto. Jaecoo 5 bardzo przypomina mi ten model. Z daleka można te auta pomylić. Szczególnie jeśli patrzy osoba, która nie interesuje się motoryzacją i ma jedynie ogólne rozeznanie w temacie. Dzięki temu możesz zadać szyku pod modną knajpą i wcale nie musisz mieć portfela grubości big maka. Najmniejszy model Jaecoo wcale nie jest taki mały. Przy długości 4380 mm wpisuje się w kompaktowe standardy. Bryła SUV-a dodatkowo potęguje wrażenie, że to całkiem spore auto.

Wnętrze wygląda luksusowo. Chińskie wozy w trakcie swojej krótkiej polskiej kariery rynkowej przyzwyczaiły nas do tego, że mają wnętrza na najwyższym poziomie. Myślę, że jest to jeden z atutów, który jest w stanie przekonać wielu prywatnych odbiorców. Patrząc na to, jak obecnie wygląda wykończenie europejskich wozów, jak często jest tandetne jeśli chodzi o materiały i montaż, trudno się dziwić. Chińskie marki skutecznie wykorzystują tę przewagę. To wstyd, że europejskie wozy są dziś tak kiepsko wykończone. Ale nikt się tym nie przejmuje. Tymczasem klienci głosując swoim portfelem wybierają te samochody, które robią na nich dobre wrażenie podczas pierwszego kontaktu. A pierwszy kontakt jest w salonie. Wsiadasz do wnętrza i już prawie kupiłeś chińskie auto. To za taką cenę mogę mieć wnętrze premium? Tu standardem są skóry (ekologiczne, ale jednak nie jest to cerata), ładne przeszycia, indukcyjne ładowarki wykończone przyjemnym materiałem. W takim wnętrzu miło się siedzi. Nie inaczej jest w Jaecoo 5, mimo, że to najtańszy model z gamy. Jeśli europejscy producenci tego nie zrozumieją to będą nadal spadać w statystykach sprzedaży i dziwić się, dlaczego prywatni odbiorcy nie chcą kupować ich aut. Znaczek to nie wszystko.

Kabina Jaecoo 5 jest obszerna. Właściwie nie ma tu wielkich różnic w stosunku do większego modelu 7. Producent różnicuje wersje w pełni benzynową od hybrydowej. W tej pierwszej można wybierać spośród kolorów wykończenia – może być czarne lub białe. Jeśli skóry są jasne, w kokpicie jest przyjemniej. W wersji Premium do dyspozycji jest szklany dach, który doświetla kabinę. Szkoda, że nie jest otwierany, jak w Jaecoo 7. Stylistyka kokpitu nie jest oryginalna. Wpisuje się w obecny standard. W centralnej części uwagę zwraca wielki ekran, służący do obsługi większości funkcji auta. Podoba mi się, że został ustawiony pionowo. Dzięki temu tworzy spójniejszą linię z tunelem środkowym. Przed oczami kierowcy umieszczono jedynie mały ekranik z podstawowymi informacjami. Największym minusem pozostaje obsługa multimediów. Jest lepiej niż w przypadku Omody 9 (bo sam ekran lepiej reaguje na dotyk), ale nadal całość wymaga uproszczenia i bardziej przyjaznego intefejsu. Liczę, że producent zrobi dużą aktualizację softu we wszystkich modelach.

Pod maską testowanego Jaecoo 5 pracuje silnik, który zadowoli wszystkich entuzjastów tradycyjnych rozwiązań. Klasyczny turbobenzynowy silnik o pojemność 1.6 litra i mocy 147 koni mechanicznych. To rozwiązanie już niemal niespotykane. Bo jednostka ma 4 cylindry, nie jest hybrydą, nie ma wspomagania silnikiem elektrycznym. Za to połączono ją z automatyczną, dwusprzęgłową skrzynią DCT 7. Taki zespół napędowy służy  raczej do spokojnej jazdy, ale też charakter auta nie zachęca do sprintów. Zawieszenie jest sztywniejsze niż w większych modelach producenta. Układ kierowniczy ma mniejsze wspomaganie, co ma dać wrażenie ostrzejszego prowadzenia, ale nie jest ostry i precyzyjny, raczej nastawiony na spokojną jazdę. Trzeba również liczyć się ze spalaniem, które będzie oscylować około 9 litrów na setkę, a nie 7, jak zapewnia producent. Napęd jest konstrukcją w starym stylu i takie też jest spalanie. Jeśli ktoś chce, aby auto było bardziej oszczędne, musi wybrać wersję hybrydową, która właśnie uzupełniła ofertę Jaecoo 5. Fani tradycyjnych napędów zapłacą mniej w salonie, ale częściej odwiedzać stację benzynową. Cena to mocny atut wersji benzynowej. Wybór ogranicza się do pakietu wyposażenia. Wersja Comfort kosztuje w tej chwili 104 900 zł, a Premium – 116 900 zł. To dobra cena, bo wóz wygląda na droższy.

Michał Karczewski, fot. autora, wrzesień 2026