Wiecznie żywy przebój – Nissan Qashqai

Qashqai to symbol kompaktowych crossoverów. Pierwszy wóz, który zastępując tradycyjnego kompakta, pokazał nowe podejście do segmentu C. Najpierw wszyscy się dziwili, ale potem zaczęli oczekiwać takich aut. Minęło kilkanaście lat i przez ten czas wielu producentów sukcesywnie poszło tą samą drogą. Obecnie moda na SUV-y i crossovery nie ustaje, a kolejne nowe modele najczęściej mają właśnie kształty nawiązujące do aut terenowych. Kompaktowy Nissan terenówką nigdy nie był, ale dawniej oferowany był również w wersji 4×4. Obecnie również można kupić taką odmianę, ale nie w testowanej wersji e-Power.


To rodzaj napędu, który zaciekawi fanów nowinek technicznych. Koła napędzane są przez silnik elektryczny, ale generatorem prądu jest silnik spalinowy. Czy nie łatwiej byłoby, aby jednostka spalinowa napędzała koła? Na pewno, ale mniej spektakularnie. Zresztą motor spalinowy to nie jakiś niewielki silnik od motopompy, ale całkiem poważne 1.5. Wrażenia z jazdy? Jak w klasycznej hybrydzie. Jeśli tylko to możliwe, jedziemy na prądzie. Gdy obciążenie się zwiększa, uruchamia się silnik spalinowy. Gdy w akumulatorze poziom naładowania spada, spalinowa jednostka również się uruchamia, ładując go. Można oczekiwać, że auto z tak innowacyjnym napędem będzie oszczędniejsze niż tradycyjne hybrydy, ale średnie spalanie Qashqai’a e-Power oscylowało podczas testu w granicach 6,5 litra na setkę. Nie jest to zły wynik, ale konkurencja pali podobnie, przy mniej zaawansowanych rozwiązaniach.


Dwa lata temu jeździłem już Qashqa’iem z tym samym napędem. Pretekstem do kolejnego spotkania był obszerny lifting. Nowy wygląd auta to rzecz gustu, ale należy odnotować, że zmianie uległ pas przedni i tylne lampy. Auto bardziej nawiązuje teraz do elektrycznego modelu Ariya. Pojawiła się nowa gama kolorów i wzorów felg. Nowe są też materiały we wnętrzu. W centralnej części kokpitu pojawił się większy ekran. W wyposażeniu znalazły się też kolejne systemy mające wspierać kierowcę.


Teraz ciekawostka. Kiedy w 2009 roku mój kuzyn kupił nowego Qashqai’a +2, z topowym wyposażeniem i dwulitrowym dieslem dCi (bo wtedy były to najnowocześniejsze i superekologiczne silniki), zapłacił za niego nieco ponad 100 tysięcy złotych. To było dużo. Cała rodzina kręciła głową, że kupił naprawdę drogie auto. Obecnie diesla w ofercie od dawna nie ma, to największe zło i nie wolno truć planety, ale ekologiczna wersja e-Power kosztuje dokładnie dwa razy więcej. Konfigurując takie auto na stronie Nissana (wersja N-Desing, w kolorze Deep Ocean), nie chce być taniej niż 200 tysięcy złotych. Czasy się zmieniły, ale Qashqai to nadal marka, jak kilkanaście lat temu. I znowu rodzina powie, że drogo.

MK, fot. autora, kwiecień 2025