Wejście smoka – Omoda 5

Chińskie marki samochodowe szturmują polski rynek motoryzacyjny. Co chwile słyszę o debiutujących modelach, których nazw nie umiem powtórzyć, ani zapamiętać. Nieco inaczej jest z duetem Omoda/Jaecoo, dwóch markach należących do koncernu Cheery, które zadebiutowały w Polsce rok temu. Wyróżniają się tym, że szybko zyskały popularność i przez to nie są już anonimowe. Pytanie, co sprawiło, że akurat dwa modele tych dwóch marek trafiły do pierwszej dwudziestki najlepiej sprzedających się aut w naszym kraju.

Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale się domyślam. Popatrzmy na Omodę. Ciekawy design, który przypomina Lexusa. Przynajmniej z tyłu. Front bardziej kojarzy mi się z Qashqai’em. A może w przedniej części karoserii Omody 5 jest coś z Hyundai’a Kona lub dowolnego Peugeota? Ludzie lepiej reagują na to, co już znają. Tak czy inaczej, powstało nowoczesne i generalnie spójne stylistycznie auto. Na pewno wpisujące się w najnowsze trendy. To zabawne, że dawniej Chińczycy kopiowali europejskie auta, a teraz to europejscy producenci naśladują Chińczyków. Mam wrażenie, że to styl „rybiej łuski” może być najnowszym krzykiem mody, zamiast tradycyjnego grilla. Na pewno takiej skali ekspansji nikt się nie spodziewał i teraz europejscy producenci zastanawiają się co z tym zrobić. Czy lepiej iść własną ścieżką, czy naśladować tych, którzy odważnie zdobywają rynek? Na pewno musieli zweryfikować swoje cenniki, po absurdalnych wzrostach ostatnich 2-3 lat.

Dla mnie największym atutem Omody 5 jest wnętrze. Uwagę zwracają dobre materiały. O ile u europejskiej konkurencji widać znaczne oszczędności, tu przeciwnie. Wyglądem zewnętrznym się nie jeździ, ale na wnętrze patrzy się cały czas. Trudno nie odnieść wrażenia, że producent zdjął sporo elementów z półki Mercedesa. Takie skojarzania budzą boczki drzwi, przyciski do sterowania szybami, wygląd głośników. Łudząco podobny jest też przycisk startera silnika. Osoby, które wcześniej jeździły Mercem, szybko przyzwyczają się do obsługi. Lewa manetka przy kierownicy obsługuje nie tylko kierunkowskazy, ale także wycieraczki. Z kolei prawa to selektor automatycznej skrzyni biegów. Materiały są przyjemne w dotyku, miękkie. Obicie kokpitu przypomina skórę. Przede oczami kierowcy znalazły się dwa połączone ze sobą ekrany, wyglądające jak te znane z Hyundai’a. Jeden z nich to wyświetlacz zegarów, drugi obsługuje pozostałe funkcje auta. Dotykowo steruje się między innymi klimatyzacją, co nie jest wygodnym rozwiązaniem. Lepsze byłyby pokrętła. Ogólnie działanie multimediów nie jest mocną stroną auta. Obsługa okazuje się mało przyjazna i intuicyjna podczas jazdy, o czym wie nawet sam samochód, strofując kierowcę, aby nie odrywał wzroku od drogi. Czujnik umieszczony na kolumnie kierownicy stale monitoruje, czy patrzysz na drogę. Może wystarczyłoby wgranie lepszego, szybszego softu, popracowanie nad bardziej intuicyjną grafiką. Chińczycy, gdy tylko chcą, potrafią w takie rzeczy. Oby zostało to poprawione przy najbliższej okazji.

Pozycja za kierownicą Omody 5 jest wysoka. Mięsisty fotel ze zintegrowanym zagłówkiem wygląda sportowo, ale nie da się go opuścić zbyt nisko. Dlatego wysocy kierowcy mogą narzekać. Ci, którzy są średniego wzrostu, po prostu się przyzwyczają. W końcu to SUV. Takie auta kupują ludzie, którzy lubią na innych patrzeć z góry. Gabarytowo auto wpisuje się w segment kompaktów, ma 4,37 metra długości, zatem jest to raczej auto do miasta niż w długie podróże. Potwierdza to wielkość bagażnika. Z kolei w mieście łatwiej zaparkować, dzięki systemowi kamer, choć nie rozumiem po co wizualizacja skręcającego auta widziana z lotu ptaka, pokazywana na ekranie po wrzuceniu kierunkowskazu przy niskiej prędkości.

Obecnie do gamy silnikowej Omody 5 trafiła wersja hybrydowa. Jest też elektryczna. Do testu otrzymaliśmy tę najbardziej tradycyjną, benzynową, bez systemy wspomagania silnikiem elektrycznym. Ma to swoje wady i zalety. Ten napęd spodoba się tradycjonalistom. Takie rozwiązania są już rzadkością, a wiele osób za nimi tęskni. Dziś auto musi być hybrydą. No więc Chińczycy pokazują, że nie musi i zyskują uznanie wśród prywatnych odbiorców. Zatem pod maską pracuje 147-konny silnik 1.6 turbo. Przyspieszenie do setki to wg danych technicznych 10 sekund. Niestety brak systemu hybrydowego w połączeniu ze sporym, wysokim nadwoziem sprawia, że ten silnik również spalanie ma na poziomie sprzed lat. Producent zapewnia o średnim zużyciu paliwa na poziomie 7 litrów na setkę. W praktyce auto pali raczej 9-10 litrów. Do przeniesienia napędu służy 7-biegowa, dwusprzęgłowa automatyczna skrzynia DCT. Przy spokojnej jeździe działa płynnie, ale zbyt długo zastanawia się przy kick-offie. Mam nadzieję, że najbliższym liftingu producent poprawi też wyciszenie wnętrza. Już dziś widać, że szturm Omody na polski rynek to sukces, bo auto zajmuje wysokie miejsce wśród najchętniej wybieranych modeli przez prywatnych odbiorców. Jeśli uda się utrzymać zainteresowanie klientów, to za 3 lata może być jeszcze lepiej, gdy uda się zweryfikować obsługę serwisową, utratę wartości, czy awaryjność. Jeśli weryfikacja będzie pozytywna to być może przekona to kolejnych odbiorców. To również wystarczający czas, aby poprawić w aucie te elementy, które tego wymagają. Myślę, że sam producent bacznie obserwuje co klienci chwalą, a co im się nie podoba i wyciągnie z tego wnioski. Chińskie marki pokazują, że szybko się uczą, a mam wrażenie, ze debiut nowych modeli Omoda/Jaecoo ma na celu również zweryfikowanie gustów klientów w praktyce. Kilkanaście lat temu w podobnej a nawet lepszej sytuacji była Kia czy Hyundai. Obecnie te firmy produkują auta, które nie mają się czego wstydzić, a niektóre modele nawet wyznaczają poziom w klasie. I nie są już tak tanie jak kiedyś. Na razie Omoda 5 punktuje ceną. Podstawową odmianę można mieć 109 900zł.