Ostatni raz w Capturze siedziałem pięć lat temu. To całkiem sporo. Ale dziś po raz pierwszy od kilkunastu lat znowu jest naprawdę mroźno. Zima dała o sobie znać. Więc Captur jest jak najbardziej na miejscu.
Takie auto idealnie wpisuje się w aktualną modę. Ma miejskie gabaryty i podwyższone nadwozie, które sprawia, że wydaje się większe i łatwiej się do niego wsiada. Bazujący na Clio model zyskał niedawno nowy pas przedni, który bardziej upodobnił go do pozostałych modeli z gamy. Z daleka trudno obecnie określić, czy to Captur czy większy Symbioz. I o to chodziło. Dla osób które poruszają się głównie po mieście, mniejsze auto będzie lepszym wyborem.
W środku zastosowano kokpit znany z innych modeli, jak Clio. Fotele są obszerne, ergonomia dobra. Pozostawiono sporo fizycznych przycisków oraz duży ekran centralny, obsługujący mapy Google. Dzięki temu można korzystać z dobrej jakościowo i aktualnej nawigacji, bez konieczności łączenia z Android Auto. Również tylna cześć kabiny i bagażnik spełnią potrzeby młodej rodziny. Testowana wersja zaopatrzona była w uchylane okno dachowe.
Pod maską testowanego auta pracuje benzynowy silnik 1.0 TCe o mocy 100 koni mechanicznych, z fabryczną instalacją LPG. Obecnie ta jednostka została już zastąpiona większym i mocniejszym silnikiem 1.2 o mocy 120 koni. Również z LPG. Można się domyślić, że mocniejszy silnik to lepsze osiągi, ale nawet ta 100 konna wersja wystarczyła do miejskiej jazdy. Bardzo oszczędnej zresztą. Jedynym minusem tej jednostki jest niska kultura pracy, szczególnie, gdy trzycylindrowy silnik jest zimny. Kierowca może samodzielnie wybrać czy chce jechać na benzynie czy na gazie. Rodzaj paliwa zmienia się przyciskiem na desce rozdzielczej a komputer pokładowy jest przystosowany do prezentowania parametrów dla każdego z paliw osobno. Testowane auto zaopatrzone było w manualną skrzynię biegów. Dziś to już rzadkość.
Ceny Captura startują z poziomu poniżej stu tysięcy złotych. Dziś to dobra cena za auto. Cennikowo na podstawą wersję potrzeba 95 000zł. Cena ta jest taka sama dla odmiany wyłącznie benzynowej i LPG. Wybór wydaje się więc oczywisty. Realne ceny u dilerów mogą okazać się jeszcze lepsze (są nawet takie oferty podlinkowane na oficjalnej stronie Renault). Do wyboru jest jeszcze 140-konna wersja z automatem i 4-cylindrowym silnikiem 1,3 TCe, który po cichu powrócił do oferty wybranych modeli. To może być najciekawsza opcja, ale trzeba na nią wyłożyć co najmniej 122 tysiące. Za topowego Captura ze 160-konną hybrydą i pakietem esprite Alpine trzeba zapłacić 135 tysięcy.
Michał Karczewski, fot. autora









































