Z oferty Hyundaia zniknęły już spalinowe wersje N, co wzbudza smutek i żal fanów motoryzacji. Z jednej strony dlatego, że coraz mniej takich aut na rynku, a z drugiej, że te wozy były świetne i dawały dużo frajdy z jazdy.
Niestety, jak wiele innych aut, stały się ofiarami restrykcyjnych europejskich przepisów. Nie spełniamy norm czystości spalin i trzeba je było unicestwić. Szczególnie szkoda modelu i30N. Było to dopracowane, sportowe auto, ale jednocześnie w pełni uniwersalne. Dla fanów bardziej zwrotnych modeli, proponowano i20N. Obecnie można sięgnąć jedynie po i20-tkę w wersji N-line, ale tu również trzeba się pospieszyć, bo w cenniku na rok modelowy 2026 nie ma już takiej wersji. Szkoda, bo mimo iż nie jest to sportowy wóz, daje sporo frajdy. To stara szkoła robienia małych GTI. Najważniejsza w takich autach jest przyjemność z prowadzenia i wrażenia, jakie daje auto. Jeśli nie masz możliwości, aby uzyskać to poprzez moc i pojemność silnika, musisz znaleźć inny sposób. Inżynierowie koreańskiego producenta wiedzą, że musi być głośno i twardo, aby nawet jadąc wolniej, miało się wrażenie szybkiej jazdy. Pomagają w tym niewielkie gabaryty samochodu, w mniejszym aucie znacznie łatwiej uzyskać wrażenie prędkości.
Dlatego szczególnie podoba mi się, że producent skupił się na tych elementach. Zastosowano głośny wydech, który faktycznie słychać na zewnątrz. Jest to prawdziwy dźwięk, a nie generowany z głośników. Nie sądziłem, że w popularnym modelu jest to obecnie jeszcze możliwe. Podwójny wydech gada, aż miło. Ma podobną charakterystykę do tego z wersji N. Po uruchomieniu sinik pracuje na wyższych obrotach i wydech jest wyraźnie głośny. Po jakimś czasie cichnie. Podczas jazdy wyraźnie słychać wszelkie chrząknięcia. Przy hamowaniu automatyczna skrzynia zbija przełożenia z przygazówką. Do przeniesienia napędu użyto 7 biegowego automatu DCT. Ale jest też wersja z manualem.
Wrażenia akustyczne idą w parze ze sztywnym zawieszeniem. Jedno do drugiego pasuje. Jest sztywne, ale nie przesadnie, nie twarde jak deska, raczej sprężyste, ale wyraźnie sportowe. Układ kierowniczy zestrojono przyjemnie, ale nie ma tak krótkiego przełożenia jak prawdziwe N-ki. W codziennej jeździe będzie to jednak raczej zaletą. Auto prowadzi się przyjemnie i jest spójne. A co pod maską? Litrowy, trzycylindrowy turbobenzyniak, o mocy 100 koni mechanicznych. Co ciekawe, dzięki opisanym wyżej zabiegom, kierowca ma wrażenie, że auto jest mocniejsze niż w rzeczywistości. I o to właśnie chodziło.
Michał Karczewski, fot. autora, lipiec 2026









































