SUV na dzisiejsze czasy – Skoda Kodiaq 1.5 TSI iV Edition 130

Kodiaq brzmi jak przepis na współczesne auto idealne. Duży SUV, hybryda ładowana z gniazdka w stylu, który nie jest kontrowersyjny.

Dziś każdy chce mieć SUV-a. Im większy, tym lepszy. Patrząc na nową generację Kodiaqa mam wrażenie, że jego poprzednik był bardziej charakterystyczny. Ostre linie nawet teraz wyglądają dobrze i sprawiają, że poprzednia generacja nie wygląda staro. W nowej odsłonie zaoblono potężne nadwozie, przez co stało się ono bardziej anonimowe. Nie budzi ani pozytywnych, ani negatywnych emocji. Jest neutralne i to może okazać się zaletą.

Kodiaq, ze względu na swoje gabaryty, znacznie lepiej sprawdzi się w trasie niż w mieście. Jest wprawdzie krótszy od Superba, ale przez to że jest wysoki, okazuje się znacznie bardziej potężny. Wymiary są bardzo zbliżone do poprzednika. Przestronne wnętrze sprawia, że nikomu nie powinno zabraknąć miejsca. Doceniam wygodne, obszerne przednie fotele, z regulacją podparcia lędźwiowego. Nie tylko mają sterowanie elektryczne i certyfikat „ergo seat”, ale także wentylację i podgrzewanie oraz funkcję masażu. Z tyłu podróżni również docenią komfort i nie będą narzekać na brak miejsca. Spodoba im się własny panel elektronicznej klimatyzacji. Bagażnik, jak to u Skody, – duży i funkcjonalny. Jest miejsce na roletę, są haczyki i dźwignie do składania tylnej kanapy. Oświetlenie jest LED-owe, jaśniejsze i bardziej przypominające światło dzienne.

Kodiaq jeździ jak na dużego SUV-a przystało. Miękko i dostojnie. Czuć, że to duże i ciężkie auto. Trudno się dziwić, szczególnie, że testowana wersja to hybryda typu Plug-in, a więc wymagająca ciężkich akumulatorów, które jak zapewnia producent, pozwalają przejechać aż 120 kilometrów na samym prądzie. Można też korzystać z trybu, w którym system sam zdecyduje, czy jazda będzie odbywać się na prądzie, czy na benzynie. Czyli jak zamkniętej hybrydzie. Pod maską jest jeszcze bowiem dobrze znane 1.5 TSI o mocy 150 koni mechanicznych (całość systemu ma łącznie 204 konie). Skrzynia biegów oczywiście automatyczna. Wersja Plug-in to rozwiązanie dla fanów motoryzacyjnej ekologii lub nowinek.

Poprzednim Kodiaqiem jeździłem kilka lat temu. Pamiętam, że miał skrzypiące elementy wnętrza i dość tradycyjną konsolę środkową, w której wprawdzie był już spory dotykowy ekran, ale także fizyczne przyciski i pokrętła. W nowej generacji auta ekran jest oczywiście znacznie większy. Taki, jak w elektrycznym Enyaku. Znacznie zmniejszyła się za to liczba przycisków. Taka jest moda. Ale pokrętła pozostały. Z tego Skoda jest dumna najbardziej i o tym piszą media. Kokpity aut innych producentów stały się tak skomplikowane i trudne do obsługi w trakcie jazdy, że zastosowanie tradycyjnych pokręteł urasta do rangi wydarzenia. No i cieszę się z tego, że te pokrętła są, podoba mi się nawet, że każde z nich ma swój mikrowyświetlacz i można im przypisać kilka różnych funkcji.

Kodiaqa można kupić w wielu różnych wersjach. Może to być czysta benzyna, hybryda lub diesel. Dla każdego coś miłego. Jednak jeśli masz możliwość ładowania auta z własnego źródła prądu to warto rozważyć wersję ładowaną gniazdka. Przy sporym zasięgu na prądzie może się okazać, że codzienne dystanse będziesz pokonywać bezemisyjnie. Wtedy wygrywasz podwójnie. Z jednej strony nie korzystasz z drogich miejskich ładowarek, a wiec oszczędzasz pieniądze, a drugiej, chronisz planetę. Taka jest moda.

Michał Karczewski, fot. autora, kwiecień 2026