Święty Mikołaj to gość, który wiecznie się spieszy i ma do pokonania wiele kilometrów. W ciągu jednej nocy musi przemierzyć cały świat i rozdać niezliczoną ilość prezentów. Z reguły porusza się saniami, a za siłę napędową służą renifery. A co gdyby musiał jednak pojechać samochodem? Zastanawiam się nad tym na przykładzie Skody Superb.
Na pewno musiałby sięgnąć po wersję kombi. Liftback jest pakowny, ale to kombi zmieści więcej paczek. Kufer o pojemności 690 litrów to pojemność, która powinna zadowolić Mikołaja, ale gdyby tego było mało, auto ma jeszcze wysuwany hak. Można dorzucić bagażnik np. na rowery na prezent lub przyczepę. Łatwo docenić system składania rolety. Zakrywa bagaż samoistnie, równocześnie z zamykaniem elektrycznej klapy bagażnika. To spora wygoda. Korzystając z rolety żadne wścibskie dzieci nie podejrzą prezentów.
Rzucam okiem na wnętrze i mam wątpliwości. To wersja Sportline i ma sporo akcentów, które spodobałyby się młodym, ale niekoniecznie sędziwemu starcowi. Fotele ze zintegrowanym zagłówkiem może i wyglądają jak z auta sportowego, ale w praktyce okazują się bardzo wygodne nawet na dłuższych trasach i mają funkcję masażu. Do wyboru wiele stylów masowania, czas trwania i intensywność. Rewelacja. Fotele są podgrzewane i wentylowane. Ogrzewana jest też kierownica. W Laponii ma to znaczenie. Z kolei z tyłu, jak to w Superbie, niezależnie od generacji, jest masa miejsca na nogi. Jest tu również panel do trzeciej strefy klimatyzacji i zagłówki z rozkładanymi bokami, w taki sposób, aby podtrzymywać głowę podczas snu. Gdyby Mikołaj jechał z tyłu, warunki do odpoczynku miałby godne. Możliwe, że spodobałby mu się szklany dach, dający wrażenie większej przestrzeni. Myślę jednak, że Mikołaj to tradycjonalista i zamiast dynamicznej wersji Sportline, sięgnąłby po bardziej elegancką L&K.
Robiąc tak wiele kilometrów potrzebny jest oszczędny silnik. Superb daje kilka opcji do wyboru. To zupełnie niedzisiejsze podejście. Obecnie wystarczy jeden silnik dla wszystkich. Najlepiej hybryda. Ale znacznie lepiej mieć wybór. Skoda nadal oferuje diesla i nie ma lepszego rozwiązania w trasę. Hybrydy może i są oszczędne w mieście, ale drogi szybkiego ruchu to zupełnie nie jest ich środowisko naturalne. Kilkanaście lat temu, kiedy panowała moda na diesle, producenci mówili, że to najlepsze możliwe silniki. Szczyt rozwoju technologii. Są oszczędne, a jednocześnie zapewniają dobrą dynamikę. Minęły lata i diesle okazują się „najgorszym” napędem jaki można sobie wyobrazić. Są szkodliwe dla środowiska i należy się ich pozbyć. Ale to bajki. Tak naprawdę nic się nie zmieniło. Dzisiejsze diesle to silniki doprowadzone do perfekcji. Są super ekologiczne. Być może miałyby szanse stać się jeszcze doskonalsze, ale nie pracuje się już nad ich rozwojem. Nie ma dziś na to mody. Ale to nadal niezastąpione rozwiązanie, jeśli ktoś potrzebuje oszczędnego środka transportu na długie trasy. Tak jak Święty Mikołaj.
On z pewnością wybrałby wersję z silnikiem TDI. W Superbie są dwie opcje dwulitrowego diesla. Pierwsza to odmiana 150-konna, a druga ma 193 konie i napęd na cztery koła. To ten sam silnik ale dopasowany do różnych gustów. W każdym przypadku do przeniesienia napędu służy płynnie działające DSG. Mikołaj wybrałby mocniejszą odmianę, bo Superb to potężne auto i lepiej mieć więcej mocy. Poza tym napęd na cztery koła przyda się na ośnieżonych drogach. Przy rozwożeniu prezentów liczy się czas i przyczepność. Jedynie wyciszenie powinno być lepsze. Podczas jazdy nie da się zapomnieć, że pod maską pracuje silnik wysokoprężny. Oszczędność jest imputująca. Nawet przy wysokich, autostradowych prędkościach spalanie nie specjalnie chce przekraczać 7 litrów na setkę, a zasięg mimo usilnych prób, wyjątkowo opornie się zmniejsza. Po zatankowaniu auta do pełna komputer pokazuje zasięg na poziomie 1080 kilometrów. Przyda się przy rozwożeniu prezentów.
Patrzę na czerwonego Superba Combi i zastanawiam się czy to najlepsze auto dla Świętego Mikołaja. Wóz, który ma prawie 5 metrów długości. Musi być czerwony. Nie wyobrażam sobie innego koloru. Ma oszczędny i dynamiczny silnik. Potężny zasięg. Nie wiem, czy to najlepsze auto, ale na pewno nie ma wielkiej konkurencji. Na palcach jednej ręki można policzyć duże kombi z dieslem, który pozostały na rynku. Myślę, że Święty doceniłby wiele tradycyjnych rozwiązań tego wozu, ale mogłyby wkurzyć go elektroniczne systemy. Przy niskich temperaturach wiele elektronicznych asystentów nie chce działać, o czym informuje błąd na desce rozdzielczej. Trudno też znieść sposób pracy systemu wspomagania parkowania. Na potężnym ekranie wyświetla się obraz z kamery cofania i to wystarczy. Dlaczego Skoda musi tak brutalnie hamować za kierowcę, gdy cofając „zobaczy” przeszkodę? To jest do poprawy. Niezależnie od tych rozważań, Święty jak co roku niezawodnie dostarczył wszystkie prezenty. Jak on to zrobił? To słodka tajemnica.
Michał Karczewski, fot. autora, grudzień 2025










































