Octavia od lat jest wzorem uniwersalnego podejścia do samochodu. Aktualna generacja nie odbiega od tego, do czego producent przyzwyczaił klientów przez ostatnie lata.
Przeglądałem ostatnio cenniki Octavii pierwszej generacji z 2002 roku. Cała masa wersji. Kilka silników benzynowych do wyboru, zarówno wolnossące, jak i turbo. Diesle to samo. Do tego wersje RS i 4×4. Nadwozie kombi i liftback. Chyba za to klienci pokochali te wozy. Do bólu praktyczne, ale dające dopasować się do indywidualnych potrzeb. Minęło ponad 20 lat i mamy przed sobą czwartą generację tego modelu.
Generację dobrze już znaną, bo jest na rynku na tyle długo, że zdążyła już przejść lifting. Zmiany są kosmetyczne, to raczej wygładzenie zmarszczek niż operacja plastyczna. Wóz zyskał nowy front i nadal wygląda atrakcyjnie. Ma to czego oczekuje się od Octavii – nie szokuje, nie jest ekstrawagancka, ma trafić w gust jak największej liczby odbiorców. I trafia. Zarówno flot, i jak i osób prywatnych. Patrzę na cennik dostępnych wersji. Jest ich nieco mniej niż kiedyś, ale jak na obecne standardy – bardzo wiele. Nadal do wyboru są dwa nadwozia. Nadal można wybierać spośród kilku benzyniaków, jest diesli, napęd na cztery koła, skrzynia manualna i automatyczna.
Oznacza to, że Octavia wciąż ma dawać jak największą możliwość wyboru i konfiguracji. Tym razem do testu otrzymałem wersję z silnikiem 1.5 TSI i miękką hybrydą, o mocy 150 koni mechanicznych. To bardzo dobry napęd do tego auta, bo choć moc jest identyczna jak w wersji pozbawionej wsparcia silnika elektrycznego, to tutaj silnik spalinowy wyłącza się gdy to tylko możliwe, a wóz jedzie na prądzie. Jest więc ciszej i ekonomiczniej, a brak rozrusznika powoduje, że uruchamianie silnika spalinowego odbywa niezauważalnie. Gdybym miał wybierać Octavię w wersji ze 150-konnym benzyniakiem, to wybrałbym właśnie odmianę oznaczoną mHEV. Obligatoryjne jest w niej 7-biegowe DSG. W zwykłym 1.5 TSI skrzynia jest manualna. Różnica w cenie między tymi wersjami nie jest duża, to zaledwie 4000 zł.
Octavia, niezależnie od wersji, zachwyca przestronnością wnętrza. Kombi ma dodatkowo potężny kufer. Przy okazji liftingu dodano temu auto nieco atrakcyjności, ale nie zrezygnowano z tego, co było największym plusem czeskiego bestsellera – mnogości dostępnych wersji. Sam chętnie sięgnąłbym po diesla w wersji z napędem na cztery koła. Nie pogardziłbym też odmianą Sportline. Ale gdybym szukał auta z silnikiem benzynowym to wersja mild hybrid wydaje się ciekawym wyborem, bo jest przyjemna w obyciu, pali mniej od swojego odpowiednika bez elektrycznego wsparcia, a kosztuje niewiele więcej. Całe szczęście, że klienci, którzy nie mają ochotę na SUV-a, nadal mają wybór.
Michał Karczewski, fot. autora, sierpień 2025









































