Zmiana popularnego modelu to szczególnie trudny temat. Z jednej strony po kilku latach rynkowej obecności trzeba wóz odświeżyć, aby klienci nadal chętnie go kupowali, a z drugiej – istnieje spore ryzyko, że zmiany nie przypadną im do gustu.
W przypadku Tucsona, Hyundai poszedł najlepszą możliwa drogą, czyli z zewnątrz zmienił jedynie detale. Nieco inny jest pas przedni, nowe są reflektory i zderzaki. To wystarczy, aby odświeżyć model, ale go nie zepsuć. Gruntownym zmianom zostało poddane wnętrze. Nie to, że było złe. Ale nowe nie jest gorsze, a dodaje temu modelowi świeżości. Dotychczas Tucson miał dwa wyświetlacze, pierwsze przed oczami kierowcy i drugi, wkomponowany w kokpit centralny. Lubiłem to rozwiązanie, bo ekran centralny nie był kolejnym przyklejonym na siłę wyświetlaczem, jak w większości aut. Poniżej znajdował się panel pełen dotykowych przycisków. Obecnie podejście jest inne.
Wyświetlacze zostały zintegrowane i przed oczami kierowcy roztacza się pas ekranów, podzielony na ten, który prezentuje tzw. zegary (choć nie wiem, czy dziś można jeszcze używać tego określenia) i drugi, prezentujący pozostałe funkcje wozu. Co ciekawe, część dotykowych przycisków zostało zastąpionych fizycznymi, a zamiast dotykowej regulacji temperatury, pojawiły się pokrętła. Tradycyjny drążek zmiany biegów został zastąpiony obrotowym selektorem przy kierownicy. Dzięki temu w tunelu środkowym znalazło się miejsce na ładowarkę indukcyjną, powalającą położyć telefon pionowo, tak aby jego ekran był widoczny, a nie poziomo.
Testowane auto to wersja Plug-in. Oznacza to, że można ją podładować z gniazdka i przejechać na prądzie określony dystans. Dobre rozwiązanie dla osób posiadających możliwość ładowania auta w nocy i pokonujących na co dzień niewielkie dystanse po mieście. Pod maską tej wersji pracuje benzynowy, czterocylindrowy silnik 1.6 o mocy 180 koni mechanicznych. Towarzyszy mu silnik elektryczny o mocy 98 koni. Producent informuje, że łączna moc tego zestawu to aż 288 koni. Dzięki temu auto przyspiesza do setki 7,5 sekundy, czyli całkiem dobrze, jak na sporego SUV-a.
Najciekawsza wydaje się wersja N-line. Ma sportowe elementy zewnętrzne i ciekawsze wnętrze od pozostałych odmian, chociażby ładniejszą tapicerkę, z czerwonymi akcentami. Wersja Plug-in dostępna jest z napędem 2WD lub napędem na cztery koła. Ta pierwsza to jedynie podstawowa odmiana, w bazowym wyposażeniu. Cena takiej wersji zaczyna się od 173 900zł. Ale topowa N-line to już koszt 214 900zł. Automatyczna skrzynia biegów jest seryjna. Tucson ma bardzo mocną pozycję rynkową. To bestseller koreańskiego producenta. Ale oddech chińskich marek czuje na sobie chyba każdy wytwórca aut typu SUV. Chińczycy upodobali sobie bowiem ten segment, czując nastroje klientów i dokonują coraz silniejszej presji. Czas pokaże, jak Tucson poradzi sobie z taką konkurencją, ale póki co, biorąc pod uwagę popularność tego modelu, Hyundai raczej śpi spokojnie.
Michał Karczewski, fot. autora, wrzesień 2025












































