Podobają mi się czerwone pasy bezpieczeństwa zastosowane w Elroq’u. To świetny pomysł, który kojarzy się z Cinquecento Sporting i ożywia wnętrze. Ale to nie jedyny atut nowej Skody.
Elroq to jeden z dwóch elektrycznych modeli czeskiego producenta. Dołączył do gamy jako mniejszy brat Enyak’a i znakomicie wpisał się w miejskie potrzeby. Dzięki temu, że jego długość nie przekracza 4,5 metra, znacznie łatwiej poruszać się nim po mieście, niż większym modelem. Gabarytowo można go porównać ze spalinowym Karoq’iem, ale dzięki temu, że ma napęd na tył, jest znacznie zwrotniejszy. To auto zawraca niemal w miejscu. Doceniam poczucie przestrzeni, jakie daje wnętrze. Mimo że testowane auto nie miało szklanego dachu, to ogromna przednia szyba budzi skojarzenia z minivanem, a nie SUV-em. Tymczasem Elroq to kompaktowy SUV, bo takich nadwozi oczekuje dziś większość klientów. Jest więc podwyższony i łatwiej się do niego wsiada. Ale z drugiej strony szeroki zakres ustawienia fotela kierowcy sprawia, że można siedzieć stosunkowo nisko.
Do pierwszego testu nowego modelu wybrałem wersję z największą baterią o pojemności 82 kWh (auto oznaczone jako 85). Producent zapewnia, że ta odmiana będzie najlepiej odpowiadać potrzebom tych osób, które muszą pokonywać dłuższe trasy drogami szybkiego ruchu. Dla tych, które będą jeździć autem głównie po mieście, są wersje 50 i 60 – z mniejszym zasięgiem, ale jednocześnie tańsze. I ma to sens. Przy pełnej baterii komputer Elroq’a 85 pokazywał zasięg 527km. To wynik odpowiadający autu benzynowemu, podobnych gabarytów. Tyle że w przypadku elektryka jest znacznie więcej zmiennych, które na ubywanie tego zasięgu wpływają. Jazda takim autem w lecie jest łatwiejsza. Przy wysokich temperaturach zewnętrznych nie ma niespodzianek polegających na tym, że auto po zimnej nocy prezentuje znacznie mniejszy zasięg niż gdy parkowałeś je poprzedniego wieczora. Testowałem ten wóz z włączoną klimatyzacją, co też ma wpływ na dostępne kilometry. Elroq nie pali dużo. Podczas miejskiej jazdy zużycie energii nie przekraczało 16 kWh/100km. Podczas pokonywania trasy z prędkościami autostradowymi, zużycie wynosiło około 20 kWh/100km. Jeśli zatem masz możliwość ładowania takiego wozu z domowego gniazdka, to jest to tania jazda. Jeśli nie masz, i musisz korzystać z miejskich ładowarek, to koszty są wyższe od jazdy autem spalinowym, a do tego dochodzi czas potrzebny na ładowanie. Przykładowo naładowanie Elroq’a na 50kwh ładowarce, z poziomu 27% do 80% zajęło około godziny (przy realnej mocy ładowania ok. 40 kwh, gdy nie było na stacji podłączonych innych aut). Stacja ładowania znajdowała się, jak to często bywa, pod centrum handlowym. Nie robię tak długo zakupów, ale dzięki temu udało mi się kupić świetne szorty, czego nie zrobiłbym bez elektryka, bo nie nienawidzę chodzić po sklepach z ubraniami.
Czas poświęcony na ładowanie rekompensuje przyjemność z jazdy. Wersja z największą baterią ma również największą moc. Oznacza to przyspieszenie do setki na poziomie 6,6 sekundy. W spalinowych wozach takie osiągi są zarezerwowane dla sportowych wersji lub po prostu sportowych aut. W elektrykach są możliwe w rodzinnym SUV-ie. Daje to sporą przewagę w mieście, gdy trzeba szybko zmienić pas lub zareagować na sytuację na drodze. Zwiększa to bezpieczeństwo czynne. Auto prowadzi się lekko i komfortowo. Wszystko tu działa płynnie, również sprężyście zestrojone zawieszenie. W zasadzie trudno się do czegoś w najnowszej Skodzie przyczepić, bo również funkcjonalność jest na takim poziomie, do jakiego przyzwyczaiły pozostałe spalinowe modele. Są więc rozwiązania Simply Clever, są wygodne haczyki i przegródki na torby w bagażniku. Brakuje osobnego miejsca na kable i można narzekać na podwyższoną podłogę w tylnej części kabiny, ale baterie muszą się gdzieś zmieścić. Z perspektywy kierowcy autem jeździ się przyjemnie. Szczególnie jeśli zainwestujesz w opcjonalny zestaw audio Canton. Przy świetnym wyciszeniu kabiny i braku warkotu silnika, uzyskano tu efekt sali koncertowej. Sięgając po ten wóz na pewno wybrał tę opcję. Wybrałbym także odmianę z największą baterią, aby jak najrzadziej musieć ją ładować i cieszyć się atomowymi przyspieszeniami. Niestety takie auto jest najdroższe. Dobrze, że czerwone pasy są w standardzie.
Michał Karczewski, fot. autora, kwiecień 2026












































